NIEDZIELA  31   /  2004   - Edycja warszawska

 

Parafia dwóch świątyń

Milena Kindziuk

Coraz więcej turystów przybywa na warszawski Czerniaków, by choć przez chwilę podziwiać jeden z piękniejszych kościołów barokowych stolicy. Zwiedzanie tej świątyni wpisuje się po prostu w program wycieczek po Warszawie. Jak wielki mają skarb – wiedzą również mieszkańcy parafii św. Bonifacego, którzy wciąż chętnie modlą się w starym kościele. Bo właśnie z nim związali znaczną część swego życia. – Panuje tam wyjątkowa atmosfera, o wiele głębiej przeżywa się Mszę św. – mówi parafianin Marcin Lewandowski, absolwent Polityki Społecznej i Studium Caritas.

Moje organy to mój kielich

Niezależnie od tego, czy jest zwykły dzień czy niedziela, zawsze trwa na swym posterunku. Brat Henryk, bo o nim mowa, mimo że chodzi o kulach, wdrapuje się na górę, by zasiąść przy organach i uświetnić oprawę liturgii. – Moje organy – to mój kielich do odprawiania Mszy św. – przyznaje. – Tak widoczne zmaganie się br. Henryka z własnym cierpieniem świadczy niewątpliwie o jego wielkości, przybliża też ludzi do Pana Boga – podkreśla Agnieszka Rybak, dziennikarka. Inna z parafianek, Bożena Przybysz wyznaje, że od lat lubi słuchać br. Henryka. – Jego śpiew pomaga się skupić, sprzyja modlitwie – mówi.
Jest prawdą, że bernardyński organista wśród parafian ma wielu fanów. Ale oni cenią go nie tylko za talent muzyczny. Także za to, jaki jest jako człowiek: pogodny, życzliwy, niesamowicie skromny. Przywiązany do tego miejsca. Nie dziwne, wszak jest tu niemal... pół wieku. Ale również do ludzi. I ludzie do niego. Toteż ostatnio, gdy usłyszeli oni w niedzielę, że Msza św. jest odprawiana w intencji br. Henryka, w jednej sekundzie, jakby odruchowo zadarli głowy do góry, by przekonać się, czy aby na pewno jest zdrowy czy może miejsce przy organach jest puste.

Trudna rola

Parafia na Czerniakowie, prowadzona przez zakon Bernardynów, jest dość nietypowa. Bo Msze św. odprawiają się właściwie w dwóch kościołach. Wciąż – w starym, barokowym, który jest zarazem jednym z najpiękniejszych zabytków stolicy. Gdy Lech Kaczyński był prezesem Najwyższej Izby Kontroli, i przez cztery lata mieszkał na terenie parafii św. Bonifacego na Czerniakowie, chętnie przychodził właśnie do tej, XVII-wiecznej świątyni. Znał ją zresztą dobrze z opowieści ojca z czasów Powstania Warszawskiego. Wielką sympatią darzy ten kościół parafianin Jarosław Sellin, wieloletni członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Jest historykiem z wykształcenia, kocha zabytki. A to jest szczególny obiekt, który w oryginalnym stanie ocalał po wojnie. Rzadki przykład wystroju wnętrza świątyni okresu baroku. Bogate dekoracje, złocenia, rzeźbione postacie aniołów, wizerunek św. Antoniego w ołtarzu głównym, wreszcie pod ołtarzem relikwiarz św. Bonifacego Męczennika. To wszystko, zdaniem Sellina, sprzyja skupieniu i modlitwie, tu czuje się dawny, przedsoborowy katolicyzm. Nawet sama brama – dzwonnica z I poł. XIX w., ozdobiona herbem Ossolińskich, urzeka tych wszystkich, którzy tu przychodzą.
Większość Mszy jednak odprawia się już w nowym, typowo współczesnym kościele.
Nowy kościół pod względem architektonicznym jest bez wątpienia współczesny. Przy pomocy parafian zbudował go „nieodżałowany” – jak podkreśla każdy, z kim rozmawiam o tej parafii – o. proboszcz Kazimierz Kowalski OFM. To on przez wiele lat był sercem i duszą tego kościoła. I za nim ludzie do dzisiaj tęsknią. Trudną więc rolę ma obecny proboszcz. Bo trudno jest być następcą kogoś wielkiego i tak cenionego. – Ale się staram – mówi z uśmiechem o. Sławomir Zaporowski. I zaprasza mnie na rozmowę do kancelarii, w pobliżu salki katechetycznej, w której przez wiele lat, z wielką pasją i oddaniem, uczyła religii niezapomniana s. Zdzisława.
Obecny proboszcz przybył tu z Łodzi, gdzie przez ostatnie sześć lat był proboszczem i gwardianem. – Nie bałem się stolicy – przyznaje z dumą. – I szybko przekonałem się, że ludzie są tutaj bardzo życzliwi, serdeczni.
O parafii na Czerniakowie mówi z zapałem. I z wielką troską. Bardzo by chciał przyciągnąć do niej więcej ludzi. Obecnie bowiem na 10 tys. parafian, na niedzielną Mszę św. uczęszcza zaledwie 20%. – To jest moja największa bolączka – podkreśla ze smutkiem.